Kategorie: Wszystkie | Biznes i gospodarka | Polityka | Regionalne
RSS
poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Dlaczego od kilku lat w pogodzie święta wyglądają tak samo? Ciepłe Boże Narodzenie i zimna Wielkanoc. Od wczoraj cieszę się ciepełkiem, przeglądam prognozę pogody, żeby wiedzieć jakie ciuchy sobie przygotować na wyjazd, który miał być aktywny i widzę, że ma być zimno. Przerażająco zimno. Ze śniegiem włącznie :( Mam ochotę na dowód buntu (choć wiem, że to dziecinne) zostać w domu. O ile najbardziej żałujemy rzeczy, na które mogliśmy mieć lub mieliśmy wpływ, a które nie wyszły, o tyle najbardziej wkurzają te, które dzieją się bez naszej wiedzy i zgody. Bo pokażcie mi kogoś, kto się nie wkurzył jadąc np. na jedyny dłuższy urlop nad Bałtyk i trafiając na dwa tygodnie zimna i deszczu. I cóż, że nie miał na to wpływu.

No to dorzucę jeszcze: dlaczego wycięli ostatnio jedne skupisko drzew w okolicy, zwane przez dzieci "laskiem"? Było tak usytuowane, że i tak nikomu nie przeszkadzało i - idę o zakład - że jeszcze przez wiele lat nic tam nie powstanie. A gdyby nawet wybudowano jakieś budynki, to przecież drzewa uatrakcyjniają inwestycję. A teraz, tym sposobem, zamiast cieszyć oczy zielenią drzew, patrzymy na wielkie, grube, energetyczne linie przemysłowe, które w ten sposób "odsłonięto". Jesteśmy takimi samymi barbarzyńcami jak setki i  tysiące lat temu, i żadne kosmetyki, komputery ani samochody tego nie zmienią. To jak włożyć starą komórkę w nową osłonkę. Wyglądamy trochę lepiej (z pewnymi wyjątkami, które przesadziły z medycyną estetyczną), ale pod spodem jesteśmy tacy sami. Przerażająco głupi.

No to jeszcze lajtowe dlaczego: dlaczego rano nie wywiesiłam prania? Dziś była ostatnia szansa, żeby wysuszyć je na dworze... :) A właściwie :( bo w najbliższym czasie będzie zimno.

Miłego dnia i wesołych Świąt, nawet jeśli pogoda nie dopisze. Wykorzystajcie dzisiejsze ciepłe popołudnie :)

poniedziałek, 20 marca 2017

Aż chciałoby się zaśpiewać za Grechutą: "Wiosna, ach to Ty" :) Tym bardziej, że pogoda robi się ładna i wszystko zaczyna powoli kwitnąć i się zielenić. Życie pięknieje :)

Miłego dnia.

A jutro miłego Dnia Wagarowicza... Ciekawe czy nadal w szkołach jest ten dzień obchodzony z należną mu "powagą" ;)

Tagi: wiosna
17:01, ajasadzeze
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 marca 2017

Korzystając ze zbliżającego się Dnia Kobiet zostałam zasypana mailami i sms-ami z wyjątkowymi, doskonałymi, jedynymi w swoim rodzaju i niepowtarzalnymi ofertami produktów, które po prostu muszę mieć. I usług, z których koniecznie muszę skorzystać, bo raz, żeby pięknie wyglądać na Dzień Kobiet, a dwa, że to już wiosna, więc tak generalnie wypadałoby coś ze swoim wyglądem zrobić. Żarty żartami, ale z części miałabym ochotę skorzystać np. z masaży, zabiegów spa, wycieczki w góry... A na zakupy to już tradycyjnie lubię chodzić. W zeszłym tygodniu kupiłam wiosenne buty. Nie wiem jak je mierzyłam w sklepie, ale ewidentnie mnie cisną. Na szczęście są z dość miękkiej skórki, więc liczę na to, że się dopasują do stopy. Dziś złapał mnie w nich deszcz, więc tym szybciej powinny się ułożyć. Dlatego też specjalnie nie zdejmowałam ich w pracy ;)

Swoją drogą liczyłam na dłuższy czas ładnej pogody, a tymczasem ochłodziło się i pada. Nie lubię takich deszczowych dni po zimie, bo to czas wrażliwy na powodzie i podtopienia, kiedy ziemia jest jeszcze jednocześnie zmarznięta i nasiąknięta, a o zalanie piwnic czy nawet podmoknięcie parteru u nas nietrudno. W poprzednich latach zdarzało nam się zamawiać osuszanie po zalaniach, ale i tak kłopotu związanego z samym faktem nie zrekompensuje żadne odszkodowanie. Taka pogoda to też kłopot dla posiadaczy radosnych czworonogów, które po spacerkach wracają do domu nieźle umorusane. A że tak się jakoś dziwnie składa, że psiaki mnie lubią pokazując to wskakiwaniem, merdaniem i próbą polizania po twarzy, więc nie daj Bóg spotkać jakiegoś w płaszczyku wracając z pracy.

Tak sobie myślę, że z okazji jutrzejszego święta zabiorę rodzinkę do restauracji. Od czasu do czasu trzeba odpocząć od gotowania. A kto wie, może wypatrzę coś ciekawego w menu, co da się przenieść do mojej kuchni... :)

Wszystkiego najlepszego Dziewczyny i Kobiety :)

wtorek, 21 lutego 2017

No więc tak: w moim życiu zrobiło się pięknie. I nawet od rana (albo od nocy?) padający deszcz nie jest w stanie zmusić mnie do zmiany zdania. A było tak: wczoraj kupiłam sobie sweterek i nie mogłam go upchać do komody. Postanowiłam więc zrobić w niej porządek i pozbyć się dawno nie noszonych rzeczy - albo dlatego, że okazały się nietrafionym zakupem, albo ze względu na moje gabaryty. Rzeczy nie noszone ze względu na gabaryty są dwojakiego rodzaju - za duże (kupione w fazie pt. "lubię luźne rzeczy"), albo za małe (kupione kilka w znaczeniu: dużo lat temu, z których "wyrosłam", ale nie wyrzucone do dziś, bo mi się podobają). Wzięłam dużą reklamówkę i zapakowałam do niej najpierw ciuchy, które mi się nie podobają i nie ma co ukrywać, że nie będę ich nosić. Później przymierzyłam te za duże i stwierdziwszy, że wyglądam w nich jak któreś tam nieszczęście, dopakowałam do reklamówki. Następnie - z ciężkim sercem - zabrałam się za te za małe, ale przed wyrzuceniem postanowiłam spróbować się w nie wcisnąć. I stał się cud: wcisnęłam się i to bez większego wysiłku i pękających szwów :) Zdaje się, że ostatnimi czasy, nieświadomie (z powodu zepsutej wagi), zrzuciłam kilka kilogramów :) W dodatku nie będąc na żadnej specjalnej diecie, choć przyznaję, że wieczorami jem znacznie mniej niż kiedyś...

Ech, życie jednak czasem jest piękne :)

PS. A ten zgrzyt, o którym pisałam w tytule, to dlatego, że część za małych kiedyś rzeczy wyrzuciłam :( A szkoda, bo niektóre były naprawdę fajne.

15:10, ajasadzeze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 stycznia 2017

No dobrze. W końcu znalazłam chwilę, żeby się zalogować i coś napisać. Dlaczego dopiero teraz? A bo ja wiem? Może przez pogodę, może z braku tematów, a jak już się tematy pojawiają to brakuje czasu na ich opisanie. Niestety nie mogę się wytłumaczyć ambitnym realizowaniem moich ambitnych postanowień noworocznych, bo leżą odłogiem i tyle. Ale, że nadzieja umiera ostatnia, więc jej nie tracę, że wcześniej czy później przyjdzie ten piękny moment, kiedy je "ruszę", albo raczej siebie i zostanie wykonany przynajmniej plan minimum ;)

Za nami pierwszy miesiąc nowego roku. Rocznikowo przybyło nam +1. No, może poza tymi, którym się urodziło dziecko i przybyło im +501 ;) Na zewnątrz nadal zima, choć na szczęście już nie tak mroźna, a przez śnieg i wydłużający się dzień, jakaś jakby jaśniejsza, mimo że zadymiona i - co tu kryć - śmierdząca.

A ja siedzę i popijam sobie herbatkę o wdzięcznej nazwie "Miłosny uśmiech", która na pewno wywołuje u mnie uśmiech, choć może nie aż miłosny. Jeszcze tylko muszę zamówić papier do plotera, zebrać korespondencję (bo dziś moja kolej) i do domu :) A po drodze na pocztę :( czyli na wielką loterię, na której nigdy nie wiadomo czy trafi się jedną osobę czy dziesięć ;)

Nie przeciągając więc, życzę Wam miłego popołudnia i wieczoru.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Aż trudno dociera do człowieka, że za tydzień będzie już drugi dzień świąt, w którym to zapewne, objedzeni, będziemy snuli się leniwie. Tymczasem weszliśmy w tydzień największego przedświątecznego zabiegania. Byliśmy wczoraj - z konieczności spowodowanej awarią - w galerii i takich tłumów już dawno nie widziałam. Trudno było w ogóle znaleźć miejsce do zaparkowania, a w środku... Odnoszę wrażenie, że weekendowy spęd do galerii to ulubiony sposób spędzenia wolnego czasu Polaków. Ku chwale PKB ;)

Rozpisałam sobie już zajęcia na ten tydzień, żeby wszystko ogarnąć, ale nie zmachać się jak osioł (nie obrażając osłów). Cudownie, że Wigilia wypada w sobotę, przynajmniej odpadło branie urlopu. Wszyscy będą w domu i będzie można racjonalnie podzielić się ostatnimi obowiązkami. Wszystko się pięknie układa :)

A z okazji zbliżających się Świąt i Nowego Roku

życzę Wam wszystkiego najlepszego:

zdrowia, szczęścia, pomyślności, radości, zdecydowanego podejmowania trafnych decyzji i dużo sukcesów.

piątek, 25 listopada 2016

Chociaż stare przysłowie mówi, że "znalezione nie kradzione", to nasze przepisy są dokładnie odwrotne - znalezione i nie oddane to znaczy kradzione. Wiele takich dziwności funkcjonuje w naszym prawie... Niedawno moje dziecko znalazło na trawniku zmarzniętą świnkę morską. Moim zdaniem to nie była ucieczka, tylko po prostu ktoś chciał się pozbyć świniaczka i ją wypuścił. Pro forma rozwiesiliśmy ogłoszenia, ale póki co nikt się nie zgłosił. Na szczęście prosiaczek (albo prosiaczka, nie bardzo wiem jak rozróżnić) nie rozchorował się, choć siedział na początku trochę osowiały. Najwyraźniej jednak właściciele nie bardzo o niego dbali, bo wcina wszystko w superszybkim tempie, kwiczy, kruczy i w ogóle chyba już się z nami oswoił. Chętnie też biega po pokoju. Trzeba tylko bardzo pilnować tego, co leży na podłodze, bo jeden kabel mamy już do wymiany (na szczęście był odłączony z prądu). Ucierpiała też książka odłożona przez dziecko wieczorem na podłogę pod łóżko, zamiast na stolik nocny. Ostatnio mieliśmy problem ze znalezieniem "drania", który zakamuflował się w kocu, który obsunął się na podłogę i zrobił tam sobie legowisko. Co mi przypomina, że miałam zamówić nową pościel do łóżka, albo przynajmniej prześcieradło, bo frota jest już za bardzo zniszczona jak na mój gust. Co prawda mogłabym się wybrać do IKEA, ale ostatnio trafiłam tam na takie kolejki do kasy, że odpycha mnie od odwiedzin. Zresztą pościel akurat można kupić w wielu sklepach w fajnej cenie.

Niedawno kupiłam dwa lakiery do paznokci - jeden za 4 zł, drugi za 25. Oba mają ciekawe kolory, ale o dziwo ten za 4 zł trzyma dużo dłużej... Cena wyznacznikiem jakości? Jakoś nie sądzę. Chociaż nigdzie nie ma takiej przebitki i takiego przepłacania, jak przy tzw. towarach luksusowych, czyli inaczej mówiąc - towarach o luksusowej cenie :)

poniedziałek, 10 października 2016

... wymyślany przez osoby kompletnie nie znające się na mechanizmach rynkowych zapewne jeszcze bardziej powiększy szarą strefę i "odpływ" przedsiębiorców do innych krajów UE. I kto wtedy będzie utrzymywał armię urzędników i emerytów?

Może rządzący powinni pogodzić się z WOŚP... ;)

piątek, 23 września 2016

Temat aborcji to dla mnie taki test na katolika. Bo tak się składa, że Biblia chroni człowieka od jego urodzenia, a nie od poczęcia, więc stawianie ochrony zarodków ponad ochroną życia istniejącego jest sprzeczne z Biblią. Zatem moi Drodzy zwolennicy zaostrzenia przepisów aborcyjnych, jako katoliczka, nie życzę sobie podcierania swojego chorego zdania Biblią. Miejcie odwagę powiedzieć, że jest to Wasze prywatne zdanie i że to Wy życzycie sobie wsadzania do więzień ofiar, a nie Biblia. Jednocześnie polecam lekturę tej księgi, bo wychodzi na to, że jej treść nie jest powszechnie znana.

Na marginesie mówiąc, zaostrzenie przepisów przeniesie pewnie tylko zabiegi do innych krajów UE i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby UE orzekła, że polski NFZ powinien za nie zwracać im kasę.

środa, 03 sierpnia 2016

Dziś mój Najdroższy Małżonek stwierdził, że ma jednak kaloryfer (na brzuchu), tylko owinięty w piankę dla lepszego zabezpieczenia. Wypaliłam, że to tak jak ja, a on na to, że mój jest owinięty nawet w podwójną... No to już nawet nie był nietakt, tylko zaburzenie instynktu samozachowawczego, tym bardziej, że palnął to przed obiadem ;) Ech, no i co ja na to poradzę. Już tak mam i musimy z tym żyć ;) Choć jeśli mam być szczera to z tym owijaniem w piankę jest raczej na odwrót... Ale niech mu będzie, nie będę się spierać o względy techniczne. Całe szczęście, że mam dystans do siebie, bo niektóre moje koleżanki nie odzywałyby się do swoich mężczyzn przez co najmniej miesiąc za taki tekst.

Moje dziecko w te wakacje, poza wyjazdami, "realizuje się artystycznie". Oglądał mianowicie jakiś program o robieniu ikon, znaczy, że prawdziwe ikony są malowane specjalnymi farbami produkowanymi z naturalnych barwników. Postanowił więc też malować wykorzystując naturalne barwniki, choć nie takie jak przy ikonach, a takie bardziej dostępne. Na początku chciał kupować naturalne składniki np. chlorofil w płynie, ale nie będę dla jego kaprysów (zapewne krótkotrwałych) inwestować niemałej kasy. Poza tym jak handmade, to handmade. Kazałam mu wziąć podkaszarkę i przyciąć trawę pod płotem. Na podkaszarce zawsze zbiera się mazia z trawy. Wycisnął ją później i uzyskał piękną zieloną substancję. Niestety wycisnął gołymi rękoma - a jakże - więc uzyskał również piękne zielone dłonie i paznokcie, których długo nie mógł domyć, albo tak się przykładał, że nie mógł. W każdym bądź razie udało się bezkosztowo i z pożytkiem dla domu zdobyć zielony barwnik. Brązowy uzyskał z kory dębu, czerwony, a raczej różowo - fioletowy, z buraków; żółty z kurkumy i z szafranu. Z niebieskim miał problem, bo długo nie mogliśmy kupić w okolicy jagód. Inne kolory wyszły mu jako mieszanki tych, choć coś tam jeszcze kombinował z niektórymi barwnikami, co uznał za tajemnicę i nie podzielił się wiedzą niewątpliwie tajemną. Niektóre są takie fajne, że nie wiem czy nie oszukiwał i nie wykorzystał np barwników do jajek. Mam nadzieję, że to hobby bardziej go zmobilizuje do zainteresowania się chemią, bo widzę, że większą frajdę ma z wydobywania określonych kolorów niż z malowania.

No i tak nam mija letni przyjemny czas... A wieczorkami - pogaduchy, czasem grille...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Tagi