Kategorie: Wszystkie | Biznes i gospodarka | Polityka | Regionalne
RSS
środa, 03 sierpnia 2016

Dziś mój Najdroższy Małżonek stwierdził, że ma jednak kaloryfer (na brzuchu), tylko owinięty w piankę dla lepszego zabezpieczenia. Wypaliłam, że to tak jak ja, a on na to, że mój jest owinięty nawet w podwójną... No to już nawet nie był nietakt, tylko zaburzenie instynktu samozachowawczego, tym bardziej, że palnął to przed obiadem ;) Ech, no i co ja na to poradzę. Już tak mam i musimy z tym żyć ;) Choć jeśli mam być szczera to z tym owijaniem w piankę jest raczej na odwrót... Ale niech mu będzie, nie będę się spierać o względy techniczne. Całe szczęście, że mam dystans do siebie, bo niektóre moje koleżanki nie odzywałyby się do swoich mężczyzn przez co najmniej miesiąc za taki tekst.

Moje dziecko w te wakacje, poza wyjazdami, "realizuje się artystycznie". Oglądał mianowicie jakiś program o robieniu ikon, znaczy, że prawdziwe ikony są malowane specjalnymi farbami produkowanymi z naturalnych barwników. Postanowił więc też malować wykorzystując naturalne barwniki, choć nie takie jak przy ikonach, a takie bardziej dostępne. Na początku chciał kupować naturalne składniki np. chlorofil w płynie, ale nie będę dla jego kaprysów (zapewne krótkotrwałych) inwestować niemałej kasy. Poza tym jak handmade, to handmade. Kazałam mu wziąć podkaszarkę i przyciąć trawę pod płotem. Na podkaszarce zawsze zbiera się mazia z trawy. Wycisnął ją później i uzyskał piękną zieloną substancję. Niestety wycisnął gołymi rękoma - a jakże - więc uzyskał również piękne zielone dłonie i paznokcie, których długo nie mógł domyć, albo tak się przykładał, że nie mógł. W każdym bądź razie udało się bezkosztowo i z pożytkiem dla domu zdobyć zielony barwnik. Brązowy uzyskał z kory dębu, czerwony, a raczej różowo - fioletowy, z buraków; żółty z kurkumy i z szafranu. Z niebieskim miał problem, bo długo nie mogliśmy kupić w okolicy jagód. Inne kolory wyszły mu jako mieszanki tych, choć coś tam jeszcze kombinował z niektórymi barwnikami, co uznał za tajemnicę i nie podzielił się wiedzą niewątpliwie tajemną. Niektóre są takie fajne, że nie wiem czy nie oszukiwał i nie wykorzystał np barwników do jajek. Mam nadzieję, że to hobby bardziej go zmobilizuje do zainteresowania się chemią, bo widzę, że większą frajdę ma z wydobywania określonych kolorów niż z malowania.

No i tak nam mija letni przyjemny czas... A wieczorkami - pogaduchy, czasem grille...

środa, 15 czerwca 2016

Eureka, jednak brakowało mi snu! Zaczęłam kłaść się przed północą i jest ok. Nawet nie zdążyłam kupić witaminy D, a już mi się poprawiło. Jednak przyczyną przemęczenia i ospałości było "zmęczenie materiału" ;)

Z urodzinami mamy też sobie poradziłam - kupiłam jej komplet biżuterii, z którego się bardzo ucieszyła, bo rzadko kiedy sprawia sobie takie przyjemności, choć jak każda kobieta lubi świecidełka i ozdoby :)

Postanowiłam sobie też zrobić porządek w książkach, bo zaczęło mi już na półkach brakować na nie miejsca. Tymczasem okazało się, że niektóre mam po dwie (bo ktoś mi tam kupił nie wiedząc, że już mam), do pewnych na pewno nie wrócę (ba, są nawet takie, przez które nie przebrnęłam), z innych już mi dziecko wyrosło (więc też nie będą już czytane). Przyszłam więc ostatnio do pracy z wielką torbą pełną książek, którą ledwo mi się udało wnieść i zrobiłam współpracownikom mikołajki w czerwcu :) I wiecie co? Niby w Polsce czytelnictwo siada, ale w ciągu 5 minut pozbyłam się wszystkich książek: część osób wzięła dla dzieci, część dla siebie na wakacje, a wszyscy z entuzjazmem :) Chyba jednak z tym czytaniem nie jest tak źle, jakby się mogło wydawać.

piątek, 03 czerwca 2016

Jakoś ostatnio kompletnie nie mam siły. W dodatku cały czas mi się chce spać. Lekarka dała mi skierowanie na morfologię i TSH; morfologia wyszła ok, TSH pod kreską, więc raczej powinnam być nadmiernie pobudzona niż śpiąca. Mówiła, że powinnam jeszcze zbadać sobie poziom witaminy D. Badanie jest wyłącznie prywatne, kosztuje 80 zł!!! Stwierdziłam, że taniej będzie kupić kapsułki z tą witaminą, łyknąć je przez kilka dni - myślę, że skoro można je kupić bez recepty, to mi nie zaszkodzą. Jak mi się poprawi, to znaczy, że to była ta przyczyna, a jak nie to znaczy, że nie warto zawracać sobie głowy drogimi badaniami. Zresztą po zastanowieniu doszłam do wniosku, że ja po prostu za krótko śpię. Przez cały dzień coś robię, nie mam czasu nawet spokojnie posiedzieć. Kładę się spać koło 1:00, a wstaję koło 7:00. Najwidoczniej to dla mnie za mało. Ostatnio zaspałam do pracy. Dziwnym trafem za to dziecko zdążyło do szkoły. Wyłączyłam budzik, zamiast dać drzemkę i obudził mnie wideodomofon - kolega przyszedł po syna... o 7:45. Kolegę odprawiliśmy, dziecko się ekspresowo ubrało i umyło, zjadło śniadanie (a jakże, bez tego ani rusz): 2 kanapki + herbata, wskoczyło na rower i... zdążyło. Dokonać takich rzeczy potrafią wyłącznie chłopcy :) i żadne równouprawnienie tu nie wchodzi w grę. Ja za to musiałam zadzwonić do pracy, usprawiedliwić się - wstyd przyznać - totalną ściemą i pojechać godzinę później, żeby popracować godzinę dłużej. Na szczęście dało się to załatwić bezboleśnie i bez gadania :)

A tymczasem w szybkim tempie zbliżają się okrągłe urodziny mamy. I mam straszny kłopot z prezentem, znaczy z pomysłem na prezent... Tragedia, bo to ma być jednocześnie coś fajnego i najlepiej bez finansowych szaleństw, bo mam w tym miesiącu tyle niestandardowych wydatków, że nie wiem jak to wszystko ogarnę bez robienia debetu... Ech, te wakacje, samo szczęście...

B. wróciła już z wakacji. Tym razem obyło się bez paniki w samolocie, choć niewiele jej brakowało. Doprawdy nie wiem po co ona lata na wakacje skoro tak panicznie boi się latać, że każdy rejs to dodatkowe siwe włosy i ryzyko, że pół załogi będzie musiało ją uspokajać, a sam pobyt jest przeplatany bólem brzucha spowodowanym stresem, że trzeba wrócić samolotem... Chyba, że chwalenie się wszystkim gdzie się było rekompensuje jej to...

środa, 04 maja 2016

W tym roku mamy maj długich weekendów: jeden za nami, a za 3 tygodnie kolejny. Tak to można pracować :) Licealiści i technicy mają jeszcze lepiej, bo długi weekend przedłużyła im przerwa w szkole w związku z maturami, tzn. fajnie mają dopóki ich nie dotyczy ;)

Silnych nerwów, dobrych pomysłów i łatwych pytań na egzaminie życzę wszystkim tegorocznym Maturzystom. Jutro matma, brrr, później język, a ustna to już z górki :)

czwartek, 10 marca 2016

Dziś Dzień Mężczyzn, więc życzę Wam Panowie wszystkiego co najlepsze, oby Wam się szczęściło w życiu prywatnym i zawodowym.

W polityce mamy dalszy ciąg patu z Trybunałem Konstytucyjnym. I patrząc na obie strony sporu, myślę, że trzeba się do tego przyzwyczaić i zaakceptować, że taka sytuacja potrwa do końca kadencji sejmu. Z jednej strony mamy uparty PiS, który wprowadza ustawy bez ich przemyślenia, a z drugiej zacietrzewiony TK, który ustala niezgodność z Konstytucją także tych postanowień, co do których w normalnych okolicznościach raczej nie miałby zastrzeżeń. Niby apolityczny, ale jednak nie do końca. Szkoda tylko, że ucierpi na tym wizerunek państwa, bo wizerunek to taki twór, który trudniej zbudować i łatwiej zniszczyć niż daną instytucję.

W przyrodzie z kolei mamy przeplatankę zimy, wiosny i jesieni; zimy - bo od czasu do czasu prószy śnieg i łapie lekki mrozik (zwykle na zmianę), wiosny - bo wykiełkowały wiosenne kwiaty, a nawet niektóre zakwitły, jesieni - bo z powodu lekkiej zimy na wielu drzewach wiszą jeszcze zeszłoroczne liście i choć uschnięte, to jednak w dużej ilości.

W domu czas zacząć wiosenne porządki i przygotowania do świąt. Trzeba opracować menu, zacząć kupować produkty, zbierać skorupki z cebuli, gruntowniej oprzątnąć dom, wybrać się na cmentarz żeby zrobić porządek na grobach, ogarnąć ogródek, a przynajmniej zgrabić suche liście, które wiatr nawiał przez zimę, umyć taras i wyczyścić meble ogrodowe.

W przyjemnościach :) m.in. trzeba wyciągnąć i umyć rowery, bo zazwyczaj pogoda jest odpowiednia do małej przejażdżki, a należałoby zacząć się więcej ruszać. Jakieś popołudnie (broń Boże weekend, bo za duże tłumy) można by przeznaczyć na puszczenie trochę kasy na wiosenne zakupy, bo jakby nie patrzeć, nowe wiosenne ciuchy, buty czy torebka potrafią cudownie poprawić humor.

W pracy przedświąteczne zamieszanie. Wszyscy, którzy zaplanowali sobie urlopy okołoświąteczne próbują wszystko wypchnąć i zwalić na innych. Standard. Grunt to nie dać sobie wcisnąć nie swojej roboty. Skończyły się czasy, kiedy siedziałam za kogoś po godzinach, od kiedy obróciło się to przeciwko mnie. Ja w tym roku urlopu świątecznego nie biorę. Zaklepałam sobie tym razem wolne w nietypowym dla siebie czasie, bo w czerwcu i we wrześniu. W czerwcu lecimy do "ciepłych" krajów, a we wrześniu wybierzemy się w Tatry albo w Bieszczady, jeszcze się zobaczy. Ostatnio oglądałam fajne domki nad Soliną; kto wie, może do któregoś z nich trafimy. Uwielbiam góry jesienią. A w lipcu i sierpniu, no cóż, pójdzie się do pracy. I to bardziej na "luzaku", bo jednak w naszej branży jest to spokojniejszy okres niż czerwiec i wrzesień, kiedy to mnie nie będzie :)

Miłego dnia.

poniedziałek, 04 stycznia 2016

Przyszedł Nowy Rok i przyszła zima. I w zasadzie po 4 dniach mrozów, już zaczyna się narzekanie na zimno. No fakt, że nie jest to -5, tylko -15 stopni, więc buty powinny być lepiej ocieplane niż ostatnio się spotyka w sklepach: skórka i kawałek szmatki jako ocieplenie. Dobrze jest też ubrać rajstopy pod spodnie. Ale za to jaka przyjemność jak pod butami skrzypi śnieg :) I jaka frajda dla dzieciaków stęsknionych innej pogody. Drugiego stycznia musiałam wpaść do marketu uzupełnić zapas prowiantu. Przechodziłam koło CCC, a tam takie tłumy, że ciężko by było wejść. Pewnie ludzie nie wierzyli już, że będzie zimno i dopiero teraz wybrali się kupić cieplejsze obuwie. Moje dziecko 1 stycznia też nie wierzyło. Uwierzyło dopiero jak przed południem (bo nie chciało mu się wstawać) oberwało śnieżką :) I po ekspresowym myciu i śniadaniu pognało na dwór. Mogłoby jeszcze trochę dosypać. Jak patrzę ile śniegu jest w Turcji to aż nadziwić się nie mogę temu, że u nas tak skromnie. Anomalii pogodowych ciąg dalszy...

No cóż, trzeba tradycyjnie spisać postanowienia noworoczne ;) Może nauczyć się w końcu jeździć na łyżwach... :)

wtorek, 15 grudnia 2015

Pogoda nie robi nam zimowego nastoju. Co dzień ma być coraz cieplej, o śniegu w święta można już mity pisać, a mi brakuje takiego odczucia, że za chwilę święta. Postanowiłam nadrobić to nosem, czyli zapachami. Od wczoraj serwuję sobie kawkę z dodatkiem wanilii i herbatę z imbirem, goździkami, cynamonem i pomarańczami. Dziś wieczorem będę piekła pierniczki i jabłka z masełkiem, cukrem i cynamonem. Wczoraj zrobiłam bigos z dużą ilością grzybów. Te zapachy zawsze kojarzyły mi się z zimą i koniecznością rozgrzania się.

Dziś wieczorem muszę przysiąść i napisać kartki świąteczne do rodziny, bo jak będę dłużej odkładać, to później będę biegać na pocztę na ostatnią chwilę i słać priorytety. A jak jutro na spokojnie wyślę, to na poniedziałek - wtorek na bank dojdą.

W pracy robienie ogólnych porządków, bo wiadomo, że każdy chce mieć jak najwięcej wolnego koło świąt, więc trzeba pokończyć rozpoczęte sprawy, albo zacząć i pokończyć te, którymi - jak nakazuje przyzwoitość - należałoby się zająć. Ewentualnie niektórzy próbują zrzucić swoje spawy na innych niby "bardziej kompetentnych w tym zakresie", względnie na firmy zewnętrzne. Część spraw kolegi dostał np. nasz doradca podatkowy. Wrocław robi się coraz ładniejszy. Świecą ozdoby na drogach, świeci choinka w Rynku, nie prawdziwa, sztuczna, co roku taka sama. Może się to oczywiście niektórym nie podobać, ale moim zdaniem jest to dobre i ekonomiczne wyjście. Co prawda można by przyszłościowo posadzić w rynku choinkę i niech sobie rośnie, a w święta będzie przyozdabiana, ale trochę by to potrwało, choć za kilkanaście lat, efekt byłby zapewne piękny. Do niedzieli ma być też rozłożony jarmark bożonarodzeniowy, który zawsze ściąga tłumy. Miałam kiedyś okazję być tam w ciągu dnia "pracującego" - na spokojnie sobie wszystko obeszłam, obejrzałam i zrobiłam zakupy. Miałam też okazję spacerować w niedzielę - był tłok, tłum, zamieszanie, pilnowanie dziecka i torebki. Jak dla mnie żadna rozrywka. Ale całość summa summarum wygląda przepięknie i robi takie sielskie wrażenie :)

piątek, 20 listopada 2015

Dziś 20 listopada. Właśnie przeczytałam, że 20 listopada 1945 roku przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze rozpoczęły się procesy norymberskie. Skłoniło mnie to do poszukania innych wydarzeń, które miały miejsce się w tych dniach. Oto najciekawsze (moim zdaniem), wydarzenia zaczerpnięte z Wikipedii (https://pl.wikipedia.org/wiki/20_listopada):
1. czy wiecie, że dziś Powszechny Dzień Dziecka (wg ONZ)? :)
2. w 1470 r. na sejmie w Piotrkowie mistrz krzyżacki złożył hołd lenny królowi Kazimierzowi Jagiellończykowi,
3. w 1648 r. ostatni z Wazów - Jan Kazimierz został wybrany na króla Polski,
4.w 1656 r. w Labawie (Polessku) zawarto porozumienie prusko - szwedzkie, dzięki któremu Prusy stały się niezależne od Polski,
5. w 1815 r. ogłoszono akt wieczystej neutralności Szwajcarii,
6. w 1820 r. brytyjski statek wielorybniczy Essex został staranowany przez kaszalota i zatonął w odległości 3700 km od wybrzeży Ameryki Południowej. 21-osobowa załoga przeniosła się na 3 szalupy i przez ponad 4 miesiące dryfowała po Pacyfiku, a w tym czasie na pokładach łodzi dochodziło do aktów kanibalizmu. Ostatni pozostali przy życiu rozbitkowie zostali uratowani 5 kwietnia 1821 roku. Historia ta zainspirowała Hermana Melville’a do napisania powieści Moby Dick,
7. w 1866 r. James Haven i Charles Hittrick z Cincinnati w stanie Ohio opatentowali jojo :)
8. w 1899 r. w stolicy Tatarstanu - Kazaniu wyjechał na trasę pierwszy tramwaj elektryczny (na pewno byście nie zgadli :) ).,
9. w 1900 r. w dworku malarza Włodzimierza Tetmajera w Bronowicach pod Krakowem odbyły się uroczystości weselne poety Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny, które zainspirowały Stanisława Wyspiańskiego do napisania dramatu Wesele,
10. w 1918 r. Niemcy, jako pierwszy kraj, uznały niepodległość Polski,

11. w 1964 r. rozpoczął się proces oskarżonych w tzw. aferze mięsnej,
12. w 1985 r. Microsoft zaprezentował system operacyjny Windows 1.0 :)
13. w 1990 r. Do Polski został wysłany pierwszy e-mail. Nie tak dawno, prawda?

Niestety wybierając to zestawienie z Wikipedii stwierdzić muszę, że czym bliżej dnia dzisiejszego, tym więcej informacji o zamachach, zabójstwach i rozbitych samolotach...

poniedziałek, 12 października 2015

Dziś mamy dwa tematy dnia: mecz Polska-Irlandia i zima. Pierwszy temat co prawda i mnie trochę wczoraj rozemocjonował, ale jakoś nie potrafię rozmawiać o sporcie przez cały dzień i rozważać każdej minuty meczu, każdego sukcesu i każdego potknięcia. Zresztą tak to już bywa, że w pamięci pozostają wyniki, a nie przebieg spotkania, więc po jakimś czasie nie ma znaczenia jak mecz był sędziowany, czy ktoś miał szczęście czy pecha; liczy się efekt w postaci ilości bramek strzelonych i tyle. Choć miło będzie zobaczyć Polaków na Mistrzostwach Europy we Francji.

Przyznam szczerze, że bardziej interesuje mnie pogoda, bo to mnie bezpośrednio dotyczy. A dziś rzeczywiście zdziwiłam się, gdy rano ujrzałam na termometrze +1 stopień. Brrr... Lubię zimę, ale taką prawdziwą, w okresie grudzień - luty, z dużą ilością śniegu i temperaturą poniżej -5 stopni. Jakoś wtedy mi ciepło, a przy takim czymś zbliżonym do zera, trzęsę się jak osika. Może to dlatego, że dopiero od 3 tygodni mamy jesień, a tu już zima nam się wpycha. Za szybko. Nie miałam czasu na stopniowe przyzwyczajenie się do niższej temperatury, na włączenie ogrzewania, itd. Przedwczoraj na przykład wieczorem było mi chłodno i włączyłam na trochę, żeby "zmienić powietrze". Pech chciał, że nie wyłączyłam na noc i zrobiło się +21 stopni, co już dla mnie jest zbyt wysoką temperaturą do spania, no i musiałam w nocy otwierać okno, bo spać nie mogłam, przez co rano miałam podłogę, na której niemalże można by zrobić lodowisko, a przynajmniej tak to odczułam, kiedy stanęłam na nią bosymi stopami. Za szybko. Październik zwykle jest ciepły, przyjemniejszy od września, ale zdaje się, że nie w tym roku. Wczoraj po południu, kiedy wróciliśmy ze spaceru, zaserwowałam nam grzańca na rozgrzewkę i pierwszy raz gdzieś od marca czy kwietnia ubrałam kapcie. Schowałam też z żalem moje letnie koszulki i wyciągnęłam cieplejsze komplety, których na szczęście mam sporo, bo u nas ostatnio bielizna nocna to hit pod choinkę, zamiast skarpetek, rękawiczek i krawatów :) Zapaliłam też zapachowe świeczki, bo jakoś tak mi zawsze cieplej jak czuję cynamon, choć tak jak zapach pierniczków przywodzi na myśl święta i zimę.

Niestety skrócenie dnia jest już bardzo wyraźne i rano i popołudniu. Ale cóż zrobić. Mam nadzieję, że jeszcze zrobi się ciepło tej jesieni.

Na pocieszenie - dziecku w szkole idzie wręcz rewelacyjnie :)

Właśnie słyszałam, że śnieg prószy już nie tylko w Krakowie, na Podkarpaciu i w górach, ale nawet w ciepłym zwykle Opolu... Pewnie wkrótce dojdzie i do nas...

piątek, 28 sierpnia 2015

Rzadko kiedy gotowałam dotychczas zupy, bo moja rodzina jakoś nie bardzo miała na nie ochotę, a że nie lubię kiedy mnie się zmusza do czegoś na co nie mam ochoty, więc i ich nie zmuszam do konsumpcji dań, które im "nie podchodzą". Wyjątek może stanowi rosół, który zawsze szybko znika z talerzy, choć od początku lata go nie gotowałam, bo było zbyt gorąco na rozgrzewające rosołki. W tym roku na urlop wykupiliśmy pokoje razem z wyżywieniem, czyli szwedzkim stołem na śniadanie i pełnym obiadem, tzn. zupą i drugim daniem. Jakież było moje zdziwienie, gdy chłopaki oddawali puste wazy po zupie... I zachwalali. No więc od powrotu codziennie przed drugim daniem mamy zupki. Dla mnie to coś pysznego, często nie mam już ochoty na drugie, a oni wcinają wszystko :)

Tagi: zupy
16:38, ajasadzeze
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi